TOPIELEC

 

W zwiewnych nurtach kostrzewy, na le¶nej polanie,

Gdzie się las upodobnia ł±ce niespodzianie,

Leż± zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.

Przewędrował ¶wiat cały z obłoków w obłoki,

Aż nagle w niecierpliwej zapragn±ł żałobie

Zwiedzić duchem na przełaj zieleń sam± w sobie.

Wówczas demon zieleni wszechle¶nym powiewem

Ogarn±ł go, gdy w drodze przystan±ł pod drzewem,

I wabił nieustannych rozkwitów po¶piechem,

I nęcił ust zdyszanych tajemnym bez¶miechem,

I czarował zniszczot± wonnych niedowcieleń,

I kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!

A on biegł wybrzeżami coraz innych ¶wiatów,

Odczłowieczaj±c duszę i oddech w¶ród kwiatów,

Aż zabrn±ł w takich jagód rozdzwonione dzbany.

W tak± zamrocz paproci, w takich cisz kurhany,

W taki bez¶wiat zaro¶li, w taki bez brzask głuchy,

W takich szumów ostatnie kędy¶ zawieruchy,

Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni,

Cienisty, jak bór w borze - topielec zieleni.



BOLESŁAW LE¦MIAN: WIERSZE